Misiowa piosenka

Misiowa piosenka - Benjamin Chaud

Misiowa piosenka – Benjamin Chaud

W pogoni za synkiem.

Tata Niedźwiedź zabiera się do zasypiania na zimę, kiedy odkrywa, że nie ma przy nim Niedźwiadka. Wyrusza więc na poszukiwania syna. Szuka go na bardzo gęsto zarysowanych stronach, zaczynając od lasu, przed miasto, na operze kończąc, gdzie Tata Niedźwiedź daje koncert solowy. Albo coś w tym rodzaju. W każdym razie Niedźwiadkowi bardzo się podoba występ tatusia, ludziom na widowni i na scenie raczej mniej.

Ilustracje rzeczywiście są bardzo przeładowane, a im dalej w las – to znaczy w miasto – tym trudniej znaleźć na nich Niedźwiadka, tym większy problem ma Tata Niedźwiedź, bo zdaje się, że w mieście trwa właśnie kampania reklamowa miodu, w której wykorzystano wizerunek Niedźwiadka. Zabawne jest szukanie bohaterów, zabawniejsze przyglądanie się, co robią ludzie na ilustracjach. Albo skąd w oknie na trzecim piętrze kamienicy wziął się słoń? Ilustracje utrzymane są w kolorystyce szarej, burej, miejskojesiennej. Wyjątkiem są tęczowe plakaty operowe. Na stronie wydawcy kolory ilustracji wydają się być żywsze niż w rzeczywistości, ale może różnica wynika tylko z ustawień monitora.

Cała książka wygląda na ręcznie rysowaną, ilość szczegółów zachwyca, może na początku przytłacza, ale pozwala na rozmowy niezwiązane z główną treścią książeczki. Jak się nazywa to zwierzątko, czemu na ziemi został but i co robią na drzewie ci dwaj drwale. Najwidoczniej nie czytali wieści o tym, że ucieczka przed misiem na drzewo nie przynosi pozytywnych rezultatów. Tym razem mają szczęście, bo Tata Niedźwiedź ma inne kłopoty na głowie.

W zasadzie tekst nie jest potrzebny w tej książeczce i być może dlatego został zepchnięty na sam dół strony. Tak naprawdę opis ważny jest tylko w miejscu solowego występu Taty Niedźwiedzia, żeby wyjaśnić, że on nie chce nikogo zjeść, czy przestraszyć, a jedynie pragnie zaśpiewać kołysankę, którą jemu śpiewała mama. To nie była jego wina, że na głośne „GRAAAAAUUUUUŁRRRR” ludzie wpadli w panikę.

Benjamin Chaud „Misiowa piosenka”, czyli wydawnictwo Dwie Siostry znów daje czadu ^_^

Uśmiech dla żabki

Uśmiech dla żabki

Uśmiech dla żabki – autorzy: Przemysław Wechterowicz i Emilia Dziubak
wydawnictwo Ezop

To jest książka o miłości.

Na początku dowiadujemy się, że smutna Żabka nie da się w żaden sposób rozweselić. Wtedy jej Mama, która pracuje w sklepie, wyczuwa szóstym zmysłem, że z córeczką coś się dzieje. Ponieważ nie może jeszcze wyjść z pracy, wysyła dziecku uśmiech za pośrednictwem Bobra, który akurat idzie w stronę żabiego jeziora.
Opowieść jest łańcuchem przekazywanego uśmiechu ponieważ okazuje się, że Bóbr nie może jednak iść do samego jeziora.

Z początku obawiałam się, że promienny uśmiech Żabiej Mamy zgubi się gdzieś po drodze, ale każdy z nosicieli nie zapomina przekazać go dalej, samemu po drodze zyskując radość życia. Z wyjątkiem może Starszej Niedźwiedzicy, której odezwały się korzonki.
Uśmiech trafia na koniec do adresatki i odnosi zamierzony efekt – Żabka znów jest wesoła.

Co można sobie dointerpretować w tej prostej historii? Na przykład to, że Mama jest pracującą mamusią, a w rodzinie nie ma ojca. Żabkowa Mama dobrze sobie radzi w życiu, również dzięki współpracy z innymi zwierzętami. W ogóle jest bardzo pogodną Żabką.

Głównym przekazem bajki jest to, że dla dziecka najważniejsza jest rodzicielska miłość.

Ilustracje w książeczce są czytelne, kolorowe, ale nie przesłodzone. Przeważają barwy leśno-jeziorkowe. Oczywiście po raz kolejny nie można pominąć wyklejek ponieważ one też opowiadają historię. Na pierwszej z nich Żabka jest tylko jajeczkiem, na drugiej kijanką w kapelusiku z kokardką. Na ilustracjach pokazani są nie tylko główni bohaterowie, ale też owady przypadkowe, jest jętka, różne robaczki bliżej nieokreślonego gatunku, biedronka, dodatkowo pojawiają się ptaszki, rybki, że o przeróżnych roślinach nie wspomnę. Ilustracje nie przeszkadzają w czytaniu tekstu, a najważniejsze treści zaznaczone są większą czcionką.

Na koniec warto wspomnieć o portretach autorów. Tym razem są zanurzonymi w jeziorze żabkami, a za podpisy służą jedynie linki do ich blogów.

Książka wydana jest na dość grubym papierze, ma twarde okładki i standardowy dla dziecięcych książek – niestandardowy format.

 

„Smutna żabka” trafiła do mnie z biblioteki. To znaczy wynorałam książkę z dziecięcego działu, szukając po raz drugi „W pogoni za życiem” tych samych autorów. Okazało się, że Żabka jest nowością, przybyłą do biblioteki dwa tygodnie wcześniej, a ja wypożyczyłam ją jako pierwszy czytelnik. To znaczy nie do końca ja, bo nabijam statystyki wypożyczeń dziecięcych, żeby potem było, że dzieci czytają książki 😛

Planuję dalej norać w poszukiwaniu książek tego autorskiego duetu razem i osobno, bo podoba mi się, co tworzą ^_^